czwartek, 26 lipca 2012

11. Potrzebowałam swojego jedynego wyjątku.


            Kiedy wczoraj kładłam się spać, czułam się lekko, jakby świeży podmuch wiatru otworzył mi oczy i kazał spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, z całkiem innego położenia. Nicholas również dał mi wiele do myślenia. Zgadzałam się z nim w wielu sprawach, ale teraz musiałam przyznać mu kompletną rację. To, że ktoś od nas odszedł, na zawsze, wcale nie oznacza, że mamy stanąć w miejscu, nie ruszać się, nie rozwijać.
            Nigdy nie patrzyłam na to pod takim kątem. To wszystko było racjonalne i pewnie nie jeden człowiek tak to przyjmował, ale ja czułam ukłucie w sercu za każdym razem gdy zapominałam o nich, choćby na sekundę. Chciałam, naprawdę się starałam, ale czułam, że jeszcze długi okres czasu minie zanim wrócę do siebie. Czasami zdawałam sobie sprawę, że tracę przez nich swoje zmysły, ale nie potrafiłam inaczej, najchętniej dołączyłabym tam do nich w niebie, ale nie mogłabym zrobić tego tacie. Wiem, że moja mama by się cieszyła, jestem tego pewna, ale mój tata był zupełnie inny. Kochał mnie, a ja kochałam jego i zawsze będę.
            Dzisiejszego dnia czułam się spokojnie i jakoś... bezpiecznie. Jakby wszystkie ciemne chmury zniknęły i wyszło piękne, złociste słońce, które roztopiło wszystko co było złe. Wiedziałam doskonale kto był przyczyną tego zajścia i cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak Nick.
            Wstałam z łóżka i stanęłam przy oknie, po czym wzięłam do ręki butelkę wody, żeby się napić. Pogoda była piękna i gdybym miała z kim, na pewno wykorzystałabym ją jadąc nad jezioro. Kiedyś jeździliśmy nad nie prawie codziennie... Kiedyś. Przetarłam oczy i wzięłam z szafy krótkie szorty i koszulkę po czym powlokłam się do łazienki. Rozebrałam się do naga i odwróciłam przodem do lustra, gdzie napotkałam siebie w całej okazałości. Przestraszyłam się.
            Przejechałam dłońmi po naciągniętej skórze na żebrach, które mogłam policzyć przejeżdżając delikatnie palcami po wierzchu. Ramiona również były wychudzone, i nogi. Nie wyglądałam jakoś strasznie przeraźliwie, jednak wychodziłam na osobę chorą, niedożywioną. Po części tak było, nie spożywałam przecież nie wiadomo jakich porcji jedzenia. Przez kilka dni nawet potrafiłam przeżyć bez niego. Moje policzki również były zapadnięte, a skóra na nosie była napięta do tego stopnia, że bałam się, że pęknie. Pod oczami miałam brązowe ślady co było efektem wielu nieprzespanych nocy, na szczęście powoli znikały. Kaskada rudych włosów zasłaniała już mniejsze niż przedtem piersi, a końcówki były rozdwojone. Grzywka prawie zniknęła łącząc się z resztą włosów.
            Wyglądałam teraz jak wrak, jak cień siebie, co mnie tak przestraszyło. Nie wiem nawet kiedy to wszystko tak się we mnie pozmieniało. Nie zauważyłam lub nie zwracałam uwagi. Chyba było mi to nawet obojętnie... Cóż, teraz w jakimś stopniu to się zmieniło. Nie wiem dlaczego, ale poczułam potrzebę zadbania o siebie, chciałam z powrotem być atrakcyjną dziewczyną, dawną sobą.
            Weszłam pod prysznic gdzie dokładnie umyłam ciało truskawkowym żelem, następnie umyłam włosy i spłukałam pianę. Zgoliłam zbędne włosy, które psuły mój wygląd już od dawna i nawilżyłam całe ciało balsamem. Przejechałam tuszem po rzęsach i błyszczykiem po ustach. Wyglądałam o wiele lepiej, znośniej.

            Rzuciłam się na łóżko chwilę wcześniej jak ktoś zapukał do moich drzwi. Westchnęłam i zaprosiłam przybysza do środka. Po znanym już zapachu wiedziałam, kto pojawił się w progu moich drzwi.
- Cześć, Nick. - Uśmiechnęłam się odwracając do niego. Widziałam lekkie zmieszanie w jego oczach, ale zaraz rozweselił się i odwzajemnił mój uśmiech.
- Hej. Pomyślałem, znaczy... Pomyśleliśmy, że może pojechałabyś z nami nad jezioro? Wiesz... Jest tak gorąco i w ogóle... - Plątał się w swoich słowach, co wydawało się niesamowicie słodkie i dość... seksowne, przynajmniej w moim odczuciu. Zarumieniłam się lekko, choć byłam co najmniej sceptycznie nastawiona. Nie wiem, czy jestem już dostatecznie przygotowana do wyjść z kimś na tak pełne ludzi miejsce jakim jest plaża. Pomyślałam jednak, że raz kozie śmierć, w końcu muszę ruszyć z miejsca i zgodziłam się pojechać z nimi. Nie znałam jeszcze najstarszego z braci Nicka, ale mówił mi o nim sporo dobrego, więc nie obawiałam się spotkania z nim. Bałam się mojego brata. Przebrałam się w stary, błękitny kostium, który o dziwo leżał idealne na moim wychudzonym ciele, na to nałożyłam szorty i koszulkę, którą miałam na sobie wcześniej. Zapakowałam torbę i ruszyłam po schodach na dół. W salonie na kanapie siedział Jason, a obok niego obaj bracia Nicka. Chciałam się wycofać, ale zauważyli mnie w ostatniej chwili.
- Nie mów mi, że jedziesz z nami. - Mój braciszek wywrócił oczyma i napiął wszystkie mięśnie stając przede mną.
- Jadę. - Wycharczałam hardo patrząc w jego oczy.
- Po co? Nas też chcesz pozabijać? - Kpiąco spojrzał w moje oczy, w których zbierały się już łzy. Nie, powiedziałam sobie, nie pozwolę się poniewierać po raz kolejny. Uniosłam dłoń, która po chwili wylądowała na jego policzku. Syknął i złapał się za twarz, która była już... dorodnie czerwona.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów. - Warknęłam patrząc na niego z pogardą. - Nie zabiłam ich, to nie była moja wina, które z tych słów do ciebie nie docierają? Kochałam ich tak samo, a może i bardziej niż ty, więc przestań być taki zapatrzony w swoją bliźniaczą miłość. Ty straciłeś jedną osobę, a ja wszystkie trzy mi najbliższe. Nie jesteś sam, na tym świecie, braciszku. - Dodałam i o dziwo, byłam z siebie dumna, bo wiedziałam, że każda z prób na które mnie wystawiał czyniła mnie silniejszą, a teraz jestem już prawdziwą wojowniczką.
            Jason wymamrotał coś pod nosem, po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami, za nim poszedł Joe, a najstarszy z braci zatrzymał się koło mnie.
- Brawo. Nieźle mu walnęłaś. - Uśmiechnął się i przejechał dłonią po moim ramieniu dając mi znać, żebym trzymała tak dalej. I będę, bo w tym miejscu dopiero zaczyna się moja podróż.
- Trzymasz się? - Usłyszałam za uchem, a gdy się odwróciłam, nikogo już za mną nie było. Zmarszczyłam brwi i przetarłam oczy. Zastanawiałam się, czyj był ten kobiecy głos... ?

            Jak myślałam, plaża była pełna ludzi i szłam tam ramię w ramię z Nickiem, w duchu modląc się, żeby nie spotkać nikogo znajomego. Rozłożyliśmy ręczniki i pełna obaw zrzuciłam w siebie ubrania zostając już tylko w samym stroju. Byłam tak blada, że słońce aż odbijało się ode mnie. Zaraz wyczułam na sobie czyichś wzrok. Jason i Joe byli już w wodzie, Kevin czytał książkę, więc pełna obaw odwróciłam się w stroję Nicholasa, który wbijał wzrok w moje ciało. Zaczerwieniłam się i pokręciłam głową z uśmiechem. Pstryknęłam mu palcami przed oczami, żeby wybudzić  go z dziwnego "transu". Uśmiechnął się tylko do mnie i ułożył wygodnie na ręczniku.
            Leżałam obok z zamkniętymi oczyma, kiedy poczułam jak ktoś dotyka mojej dłoni. Nie przestraszyłam się, ani nie zabrałam jej, po prostu leżałam spokojnie. Myślę, że już od dawna brakowało mi czyjeś bliskości, fizycznej jak i duchowej. Potrzebowałam kogoś, kto złapałby mnie za dłoń lub przytulił mnie do siebie, kogoś kto pozwoliłby mi słuchać bicia jego serca tak długo, jak bym tego potrzebowałam. Potrzebowałam swojego jedynego wyjątku, Nicholasa.
            - Pójdziemy do wody? - Zapytałam obracając twarz w jego stronę. Skinął głową i wstał, podając mi rękę, którą złapałam bez wahania. Słońce przyjemnie opalało moje ciało, a ja byłam w wyśmienitym nastroju. Czułam się dobrze, splatając swoją dłoń z dłonią Nicka. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w dół. Wiem, że powoli coś rozwija się pomiędzy nami, ale nie będę w to ingerować. Dam temu być, tak po prostu.
            Ktoś złapał mnie za ramię i zdziwiona odwróciłam się.
- Hej, Miley. - Jedna z cheerleaderek uśmiechnęła się do mnie. Brenda była zupełnie inna niż one, więc nie bałam się. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- Hej. - Odparłam krótko i przeczesałam dłońmi włosy.
- Dawno cię tu nie było... - Skwitowała krótko. - Chciałam tylko zapytać... Jak się masz? Wiesz... Niedługo minie kolejny rok i... Chciałam tylko powiedzieć, że możesz na mnie liczyć, w każdej chwili kiedy tylko będziesz chciała pogadać. Masz mój numer. - Uśmiechnęła się krótko i puściła mi oczko, po czym odeszła w stronę nawołujących ją znajomych. Chwilowo zamarłam, nie, nie zapomniałam, że to już prawie dwa lata, po prostu... Przestałam o tym myśleć.
- Smiley, idziesz? - Głos Nicka wyrwał mnie z amoku. Ocknęłam się i spojrzałam na niego.
- Tak, tylko... Nick, pójdziesz gdzieś ze mną później? - Zapytałam nieśmiało patrząc w jego oczy, nie chciałam, żeby poczuł się zmuszony do jakiegokolwiek wyjścia ze mną.
- Nawet na koniec świata. - Uśmiechnął się, po czym przerzucił mnie przez swoje ramię i wbiegł do wody.
            Nawet na koniec świata, uśmiechnęłam się…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Posty