Kiedy
wczoraj kładłam się spać, czułam się lekko, jakby świeży podmuch wiatru
otworzył mi oczy i kazał spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, z całkiem
innego położenia. Nicholas również dał mi wiele do myślenia. Zgadzałam się z
nim w wielu sprawach, ale teraz musiałam przyznać mu kompletną rację. To, że
ktoś od nas odszedł, na zawsze, wcale nie oznacza, że mamy stanąć w miejscu,
nie ruszać się, nie rozwijać.
Nigdy
nie patrzyłam na to pod takim kątem. To wszystko było racjonalne i pewnie nie
jeden człowiek tak to przyjmował, ale ja czułam ukłucie w sercu za każdym razem
gdy zapominałam o nich, choćby na sekundę. Chciałam, naprawdę się starałam, ale
czułam, że jeszcze długi okres czasu minie zanim wrócę do siebie. Czasami
zdawałam sobie sprawę, że tracę przez nich swoje zmysły, ale nie potrafiłam
inaczej, najchętniej dołączyłabym tam do nich w niebie, ale nie mogłabym zrobić
tego tacie. Wiem, że moja mama by się cieszyła, jestem tego pewna, ale mój tata
był zupełnie inny. Kochał mnie, a ja kochałam jego i zawsze będę.
Dzisiejszego
dnia czułam się spokojnie i jakoś... bezpiecznie. Jakby wszystkie ciemne chmury
zniknęły i wyszło piękne, złociste słońce, które roztopiło wszystko co było
złe. Wiedziałam doskonale kto był przyczyną tego zajścia i cieszyłam się, że
mam kogoś takiego jak Nick.
Wstałam
z łóżka i stanęłam przy oknie, po czym wzięłam do ręki butelkę wody, żeby się
napić. Pogoda była piękna i gdybym miała z kim, na pewno wykorzystałabym ją
jadąc nad jezioro. Kiedyś jeździliśmy nad nie prawie codziennie... Kiedyś.
Przetarłam oczy i wzięłam z szafy krótkie szorty i koszulkę po czym powlokłam
się do łazienki. Rozebrałam się do naga i odwróciłam przodem do lustra, gdzie
napotkałam siebie w całej okazałości. Przestraszyłam się.
Przejechałam
dłońmi po naciągniętej skórze na żebrach, które mogłam policzyć przejeżdżając
delikatnie palcami po wierzchu. Ramiona również były wychudzone, i nogi. Nie
wyglądałam jakoś strasznie przeraźliwie, jednak wychodziłam na osobę chorą,
niedożywioną. Po części tak było, nie spożywałam przecież nie wiadomo jakich
porcji jedzenia. Przez kilka dni nawet potrafiłam przeżyć bez niego. Moje
policzki również były zapadnięte, a skóra na nosie była napięta do tego
stopnia, że bałam się, że pęknie. Pod oczami miałam brązowe ślady co było
efektem wielu nieprzespanych nocy, na szczęście powoli znikały. Kaskada rudych
włosów zasłaniała już mniejsze niż przedtem piersi, a końcówki były rozdwojone.
Grzywka prawie zniknęła łącząc się z resztą włosów.
Wyglądałam
teraz jak wrak, jak cień siebie, co mnie tak przestraszyło. Nie wiem nawet
kiedy to wszystko tak się we mnie pozmieniało. Nie zauważyłam lub nie zwracałam
uwagi. Chyba było mi to nawet obojętnie... Cóż, teraz w jakimś stopniu to się
zmieniło. Nie wiem dlaczego, ale poczułam potrzebę zadbania o siebie, chciałam
z powrotem być atrakcyjną dziewczyną, dawną sobą.
Weszłam
pod prysznic gdzie dokładnie umyłam ciało truskawkowym żelem, następnie umyłam
włosy i spłukałam pianę. Zgoliłam zbędne włosy, które psuły mój wygląd już od
dawna i nawilżyłam całe ciało balsamem. Przejechałam tuszem po rzęsach i
błyszczykiem po ustach. Wyglądałam o wiele lepiej, znośniej.
Rzuciłam
się na łóżko chwilę wcześniej jak ktoś zapukał do moich drzwi. Westchnęłam i
zaprosiłam przybysza do środka. Po znanym już zapachu wiedziałam, kto pojawił
się w progu moich drzwi.
- Cześć, Nick. - Uśmiechnęłam się odwracając do niego.
Widziałam lekkie zmieszanie w jego oczach, ale zaraz rozweselił się i
odwzajemnił mój uśmiech.
- Hej. Pomyślałem, znaczy... Pomyśleliśmy, że może
pojechałabyś z nami nad jezioro? Wiesz... Jest tak gorąco i w ogóle... - Plątał
się w swoich słowach, co wydawało się niesamowicie słodkie i dość... seksowne,
przynajmniej w moim odczuciu. Zarumieniłam się lekko, choć byłam co najmniej
sceptycznie nastawiona. Nie wiem, czy jestem już dostatecznie przygotowana do
wyjść z kimś na tak pełne ludzi miejsce jakim jest plaża. Pomyślałam jednak, że
raz kozie śmierć, w końcu muszę ruszyć z miejsca i zgodziłam się pojechać z
nimi. Nie znałam jeszcze najstarszego z braci Nicka, ale mówił mi o nim sporo
dobrego, więc nie obawiałam się spotkania z nim. Bałam się mojego brata. Przebrałam się w stary, błękitny kostium,
który o dziwo leżał idealne na moim wychudzonym ciele, na to nałożyłam szorty i
koszulkę, którą miałam na sobie wcześniej. Zapakowałam torbę i ruszyłam po
schodach na dół. W salonie na kanapie siedział Jason, a obok niego obaj bracia
Nicka. Chciałam się wycofać, ale zauważyli mnie w ostatniej chwili.
- Nie mów mi, że jedziesz z nami. - Mój braciszek wywrócił oczyma i napiął
wszystkie mięśnie stając przede mną.
- Jadę. - Wycharczałam hardo patrząc w jego oczy.
- Po co? Nas też chcesz pozabijać? - Kpiąco spojrzał w
moje oczy, w których zbierały się już łzy. Nie, powiedziałam sobie, nie pozwolę
się poniewierać po raz kolejny. Uniosłam dłoń, która po chwili wylądowała na
jego policzku. Syknął i złapał się za twarz, która była już... dorodnie
czerwona.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów. - Warknęłam
patrząc na niego z pogardą. - Nie zabiłam ich, to nie była moja wina, które z
tych słów do ciebie nie docierają? Kochałam ich tak samo, a może i bardziej niż
ty, więc przestań być taki zapatrzony w swoją bliźniaczą miłość. Ty straciłeś
jedną osobę, a ja wszystkie trzy mi najbliższe. Nie jesteś sam, na tym świecie,
braciszku. - Dodałam i o dziwo, byłam
z siebie dumna, bo wiedziałam, że każda z prób na które mnie wystawiał czyniła
mnie silniejszą, a teraz jestem już prawdziwą wojowniczką.
Jason
wymamrotał coś pod nosem, po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami, za nim
poszedł Joe, a najstarszy z braci zatrzymał się koło mnie.
- Brawo. Nieźle mu walnęłaś. - Uśmiechnął się i
przejechał dłonią po moim ramieniu dając mi znać, żebym trzymała tak dalej. I
będę, bo w tym miejscu dopiero zaczyna się moja podróż.
- Trzymasz się? - Usłyszałam za uchem, a gdy się
odwróciłam, nikogo już za mną nie było. Zmarszczyłam brwi i przetarłam oczy.
Zastanawiałam się, czyj był ten kobiecy głos... ?
Jak
myślałam, plaża była pełna ludzi i szłam tam ramię w ramię z Nickiem, w duchu
modląc się, żeby nie spotkać nikogo znajomego. Rozłożyliśmy ręczniki i pełna
obaw zrzuciłam w siebie ubrania zostając już tylko w samym stroju. Byłam tak
blada, że słońce aż odbijało się ode mnie. Zaraz wyczułam na sobie czyichś
wzrok. Jason i Joe byli już w wodzie, Kevin czytał książkę, więc pełna obaw
odwróciłam się w stroję Nicholasa, który wbijał wzrok w moje ciało.
Zaczerwieniłam się i pokręciłam głową z uśmiechem. Pstryknęłam mu palcami przed
oczami, żeby wybudzić go z dziwnego
"transu". Uśmiechnął się tylko do mnie i ułożył wygodnie na ręczniku.
Leżałam
obok z zamkniętymi oczyma, kiedy poczułam jak ktoś dotyka mojej dłoni. Nie
przestraszyłam się, ani nie zabrałam jej, po prostu leżałam spokojnie. Myślę,
że już od dawna brakowało mi czyjeś bliskości, fizycznej jak i duchowej.
Potrzebowałam kogoś, kto złapałby mnie za dłoń lub przytulił mnie do siebie,
kogoś kto pozwoliłby mi słuchać bicia jego serca tak długo, jak bym tego
potrzebowałam. Potrzebowałam swojego
jedynego wyjątku, Nicholasa.
-
Pójdziemy do wody? - Zapytałam obracając twarz w jego stronę. Skinął głową i
wstał, podając mi rękę, którą złapałam bez wahania. Słońce przyjemnie opalało
moje ciało, a ja byłam w wyśmienitym nastroju. Czułam się dobrze, splatając
swoją dłoń z dłonią Nicka. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w dół. Wiem, że powoli
coś rozwija się pomiędzy nami, ale nie będę w to ingerować. Dam temu być, tak
po prostu.
Ktoś
złapał mnie za ramię i zdziwiona odwróciłam się.
- Hej, Miley. - Jedna z cheerleaderek uśmiechnęła się
do mnie. Brenda była zupełnie inna niż one, więc nie bałam się. Na mojej twarzy
zagościł uśmiech.
- Hej. - Odparłam krótko i przeczesałam dłońmi włosy.
- Dawno cię tu nie było... - Skwitowała krótko. -
Chciałam tylko zapytać... Jak się masz? Wiesz... Niedługo minie kolejny rok
i... Chciałam tylko powiedzieć, że możesz na mnie liczyć, w każdej chwili kiedy
tylko będziesz chciała pogadać. Masz mój numer. - Uśmiechnęła się krótko i
puściła mi oczko, po czym odeszła w stronę nawołujących ją znajomych. Chwilowo
zamarłam, nie, nie zapomniałam, że to już prawie dwa lata, po prostu...
Przestałam o tym myśleć.
- Smiley, idziesz? - Głos Nicka wyrwał mnie z amoku.
Ocknęłam się i spojrzałam na niego.
- Tak, tylko... Nick, pójdziesz gdzieś ze mną później?
- Zapytałam nieśmiało patrząc w jego oczy, nie chciałam, żeby poczuł się
zmuszony do jakiegokolwiek wyjścia ze mną.
- Nawet na koniec świata. - Uśmiechnął się, po czym
przerzucił mnie przez swoje ramię i wbiegł do wody.
Nawet na koniec świata, uśmiechnęłam
się…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz